Czy mentor lub coach może nam pomóc?

Moje pierwsze spotkanie z mentorem

Pamiętam moment, kiedy utknąłem w miejscu. To było jak poczucie, że dalej nie pójdę jako sprzedawca, że jestem w miejscu, gdzie nade mną jest  „szklany sufit” a ja nie mogę go przebić. Niby działałem, miałem jako takie wyniki, ale miałem wrażenie, że kręcę się w kółko. Brakowało mi strategii, większego obrazu, czegoś, co pozwoliłoby spojrzeć dalej niż tylko na bieżące wyniki.
Wtedy trafiłem na live’a na Facebooku. Prowadziła go ekspertka w sprzedaży – autorka książki, motywatorka, którą znałem ze scen z dużych konferencji, na których bywałem. Słuchałem jej z zaciekawieniem, a na koniec padła propozycja: godzinne spotkanie mentoringowe w specjalnej cenie dla uczestników.
To był impuls. Policzyłem do pięciu i kliknąłem w link. Tak znalazłem się na spotkaniu online z Joanną – jedną z moich ulubionych ekspertek, którą wielokrotnie podziwiałem i słuchałem. Już od pierwszych minut poczułem ogromną energię i profesjonalizm. Joanna spojrzała na mój biznes zupełnie z innej perspektywy. Nie tylko wskazała błędy, ale przede wszystkim ułożyła mi długoterminową strategię. Byłem zaskoczony, że tak szybko zaczęła ona przynosić efekty.
Dzięki temu spotkaniu poczułem, że mam w rękach mapę, a nie tylko kompas. Zrozumiałem, że moje działania mogą być częścią większego planu, a nie tylko chaotycznym zbiorem prób i błędów. To doświadczenie dało mi też ogromną motywację – świadomość, że ktoś wierzy w mój potencjał, sprawiła, że sam zacząłem wierzyć bardziej.
Od tamtej pory inaczej patrzę na inwestowanie czasu i pieniędzy w swój rozwój – traktuję to jako najlepszą decyzję biznesową, a nie koszt. To też nauczyło mnie czegoś ważnego. Czasem wystarczy podzielić się swoimi wyzwaniami z kimś obok – kimś, kto spojrzy z dystansu, z góry, z innej perspektywy. Nie zawsze musi to być ekspert z wielkimi tytułami. Ważne, żeby była to osoba, która potrafi dostrzec to, czego my sami nie widzimy, i podsunąć rozwiązanie, które otwiera nowe drzwi.

Spotkanie z coach’em

Kolejny raz potrzebowałem wsparcia, gdy pojawiły się problemy ze zdrowiem i coś, co przypominało wypalenie zawodowe. Byłem wykończony psychicznie i fizycznie, a praca zamiast dawać mi radość, satysfakcję, zaczęła mnie przytłaczać.
Wtedy zdecydowałem się na serię spotkań z coachem – Anną. OK, trochę to kosztowało, ale nie widziałem innego wyjścia i postanowiłem zainwestować w coś co zawsze jest najlepszą inwestycją – w siebie.
Już na pierwszym spotkaniu wysłuchała mnie uważnie i zadała mnóstwo pytań. Odpowiadałem tak szczerze, jak tylko potrafiłem. Słuchając moich odpowiedzi, uświadomiła mi coś, czego sam nie dostrzegałem: przeszedłem trudną, ale wspaniałą drogę i osiągnąłem naprawdę bardzo dużo. Problem polegał na tym, że nie potrafiłem tego docenić. Powiedziała mi krótko: „Jeżeli masz z tym problem, nagraj swój głos, w którym opowiadasz to, co właśnie mi powiedziałeś. Potem odsłuchaj w słabszych momentach i zobaczysz, jak wybrzmi. Usłyszysz sam siebie wypowiadającego te ważne dla ciebie słowa, że osiągasz sukcesy, tylko ich nie dostrzegasz.”
To była prosta technika, ale zmieniła bardzo wiele. Dawała mi siłę w codziennych zmaganiach. Zrozumiałem, że my – ludzie – często krytykujemy siebie w stylu: „jestem beznadziejny”, „nie umiem sobie poradzić”, „mam tego dość”. A tymczasem każdy mały krok, który robimy codziennie, w dłuższym horyzoncie czasowym prowadzi do ogromnej zmiany.
Anna nauczyła mnie, jak „puszczać” pewne sprawy, które tak kurczowo trzymam. Jak przekazywać je innym, ponieważ ja, jako perfekcjonista, wiele rzeczy robiłem sam i nadal je robię, ale rzadziej. I zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego, a przecież mam wokół siebie zespół, któremu mogę przekazać niektóre ważne zadania.
Dzięki tym spotkaniom zacząłem inaczej patrzeć na swoje granice – nie jako słabość, ale jako sygnał, że potrzebuję współpracy. Zrozumiałem też, że odpoczynek nie jest luksusem, tylko koniecznością, jeśli chcę działać na wysokim poziomie. To był moment, w którym zacząłem odbudowywać nie tylko energię, ale też wiarę w siebie.

Moja decyzja o rocznym programie mentoringowym

Obecnie jestem w rocznym mentoringu u Łukasza, którego niedawno poznałem i muszę przyznać, że dzięki temu jestem w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka miesięcy temu – mentalnie, finansowo i w ogóle w nastawieniu do życia. Mam więcej spokoju, więcej świadomości i zupełnie inne podejście do tego, czym jest praca i zarabianie.
Ten mentoring ma mi pomóc podnieść tak zwany termostat finansowy. To pojęcie oznacza nasz wewnętrzny poziom komfortu związany z pieniędzmi. Jeśli chcemy zarabiać więcej, musimy najpierw zmienić swoje przekonania i sposób myślenia.
Nie chodzi o to, że mam za mało – ale o to, żeby każda kolejna kwota, która wpada na moje konto, była czymś naturalnym i przyjemnym. Dzięki temu mogę realizować swoje marzenia, osiągać cele i – co dla mnie bardzo ważne – pomagać innym.
Jeżeli nie podniesiemy swojego termostatu finansowego, to każda dodatkowa kwota, którą zarobimy, szybko znajdzie swoje „ujście” – pojawi się nagle podatek do zapłacenia, konieczność naprawy samochodu albo inne niespodziewane wydatki. W efekcie pozostaniemy na tym samym poziomie, bez realnego wzrostu.
Podnoszenie termostatu finansowego to tak naprawdę zmiana sposobu myślenia o pieniądzach. To decyzja, że kolejne zarobione sumy nie są przypadkiem, lecz naturalnym efektem naszego rozwoju. A mój cel jest jasny – wchodzić na coraz wyższe poziomy, zmieniać jakość mojego życia i życia mojej rodziny, a przy tym mieć możliwość realizowania marzeń i wspierania innych.
Bo pieniądze nie są celem samym w sobie – są narzędziem, które pozwala tworzyć, rozwijać się i dawać wartość dalej.

I Tobie też tego życzę drogi czytelniku 🙂