fbpx

Pracując jako sprzedawca potrzebuję umiejętności płynnego mówienia.
Nie wyobrażam sobie, że siedząc naprzeciwko klienta dukam coś be zładu i składu, wtrącam "eee", "yyyy" i inne przerywniki.
OK. Nie muszę być perfekcyjny w tym, ale zgodzisz się pewnie, że lepiej mnie zapamięta klient, z którym będę rozmawiał płynnie niż ten drugi do którego będę mówił tak jakbym się męczył.
Może inaczej... prędzej mi zaufa, a w rezultacie kupi ode mnie to co zaoferuję.
Poprawiłem się, bo jest szansa, że jednak ten drugi zapamięta mnie lepiej. Ale nie tak jakbym sobie tego życzył.


Jako przedstawiciel handlowy jesteś czasem zobowiązany do prezentacji publicznych, To już jest większe wyzwanie, 

bo mówisz wtedy (na przykład na jakiejś konferencji z twojej branży) do kilkudziesięciu osób albo i setki, nie ważne.
Przyznasz, że to może być już większym wyzwaniem?

Moim zdaniem, jeśli się rozwijasz jako sprzedawca, to tylko kwestia czasu. W pewnym momencie to musi nastąpić.

Ty, Twoja prezentacja i tłum ludzi, którzy nie rzadko mogą mieć większą wiedzę od Ciebie.

Mi się to przydarzyło wcześniej niż się spodziewałem, bo już w pierwszych miesiącach mojego najpoważniejszego
jak do tej pory kontraktu sprzedażowego.

Domyślasz się za pewne jak się czułem? Padł na mnie blady strach i z miejsca zabrałem się za przygotowania.
Sama prezentacja została mi dostarczona przez firmę, dla której pracowałem (i na obecną chwilę nadal pracuję).
To mi znacznie ułatwiło sprawę, zyskałem więcej czasu na próby.
Moim zadaniem było jedynie przetłumaczyć ją na język polski i w miarę płynnie (nie czytając slajdów, a jedynie posiłkując

się nimi) wygłosić prezentację.
Spodziewana liczba widzów... 100, może 150 osób! Nieźle jak na pierwszy raz, zgodzisz się?
W dodatku wchodziłem jako nowy człowiek do nowego środowiska, wąskiej grupy specjalistów w mojej niszy.

Niszy, w której zacząłem właśnie pracę, specyficznym segmencie rynku poligraficznego.
Fajnie by więc było pokazać się z dobrej strony.
Dodatkowym bodźcem była obecność na tej konferencji mojej szefowej sprzedaży odpowiedzialnej za całą Europę

w firmie, którą prezentowałem na tejże konferencji. Osoby, która nota bene mnie zatrudniła.
Miałem więc dodatkowy stres, ale i motywację do tego, aby jak najlepiej się przygotować.

I się zaczęła szopka, bo inaczej tego nie można nazwać.
Kiedy już się nauczyłem tekstów, aby "w miarę płynnie" opisywać pokazywane po kolei slajdy prezentacji podjąłem pierwszą domową próbę wygłoszenia jej.
Uruchomiłem kamerę i ... Kamera! Akcja!

A teraz pierwsze wnioski, które wyciągnąłem:
Czas – OK, mieszczę się w planowanym
Stopień zapamiętania tekstu – w miarę OK
Płynność – dramat!
Dynamika – jak powyżej 🙁

No to ładnie... pomyślałem wtedy sobie... i co teraz? Jak to poprawić?
Wtedy zacząłem sobie pluć w brodę. Przecież mogłem wcześniej pomyśleć i pójść na jakiś kurs płynnego mówienia, na jakieś szkolenie, warsztat, czy coś w tym stylu.

Ale było już za późno. Musiałem jakoś poprawić moją mowę .

Słyszałem wcześniej o klubach Mówców, czytałem o tym w jednej z moich ulubionych książek o sprzedaży:

"Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie" autorstwa Franka Bettgera.
Autor opisywał w niej jak to pewnego dnia otrzymał zaproszenie do wygłoszenia wykładu dla jednej z placówek stowarzyszenia YMCA w Chester. W pierwszej chwili odmówił, ponieważ nie miał śmiałości przemawiać nawet
do jednej osoby, a co dopiero do tłumu studentów.
Po tym jak się udał do dyrektora d/s dydaktyki YMCA w Filadelfii, aby grzecznie odmówić, został zaproszony do sali, gdzie właśnie trwało spotkanie uczestników "Kursu przemawiania do dużej publiczności". Prowadził je sam Dale Carnegie
(autor bestsellera "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi".
Frank Bettger już tam został, podjął decyzję natychmiast i nawet został poproszony do wygłoszenia pierwszej mowy.
W swojej książce napisał o tym:
"Wyszło mi raczej kiepsko, ale i tak było to moje wielkie zwycięstwo nad samym sobą. Jeszcze poprzedniego dnia nie potrafiłbym nawet stanąć przed grupą ludzi i spytać: Jak się macie? "

Niestety ja nie pomyślałem wcześniej jak Frank.
Zamknąłem się więc w sypialni, za mikrofon służył pilot od telewizora czy jakiś inny przedmiot (już nie pamiętam), 

za pilot do przerzucania slajdów pudełko od zapałek, a moja 8 letnia wówczas córka za Bluetooth czyli zmienianie slajdów,
bo pudełko od zapałek nie miało tej funkcji 🙂 Słowem – cyrk!
Do dzisiaj to wspominamy i śmiejemy się z tego. Ale wtedy do śmiechu mi nie było.

Finał był taki, że jakoś w bólach to poszło, wygłosiłem tą prezentację.

Handlowcy z konkurencji przyszli się przywitać, pogratulować. Szefowa była zadowolona, ja mniej.
Ale OK, było minęło.

Po roku czy dwóch od tego zdarzenia moja koleżanka zaczęła coraz częściej wspominać o klubie Toastmasters, do którego uczęszczała co czwartek.
Jeździła do jednego z warszawskich klubów i gorąco mnie namawiała.
Pomimo mojego doświadczenia z ową prezentacją trochę się przed tym wzbraniałem.
Szukałem wymówek, że mnie ciągle nie ma, że wyjazdy, spotkania... itd.
W końcu dałem się namówić i poszedłem na pierwsze spotkanie, które było promocją tego klubu.
Byli goście specjalni: był aktor teatru, był twórca szkoleń i książki o nawiązywaniu kontaktów na tzw. eventach.
Byli również członkowie tego klubu.

Zacząłem z grubej rury, bo wystartowałem w mini konkursie podczas tego spotkania. Jak się okazało potem popularnym
w klubach Toastmasters "konkursie gorących pytań". Niczym Frank Bettger na kursie u Dale'a Carnegie 🙂
Tak się zaczęła moja krótka przygoda z klubem. Krótka bo trwająca około pół roku (jednak moja praca nie pozwalała mi wtedy na czwartkowe spotkania ze względu na częste wyjazdy), ale jakże cenna.

Moje trofeum i podręcznik

W klubie Toastmasters dostajesz pełną instrukcję jak rozwinąć swoje umiejętności kompetentnego mówcy, a w drugim kroku kompetentnego lidera.
Dostajesz podręcznik w formie drukowanej oraz dostęp do platformy online.
Masz też wsparcie grupy i wybierasz sobie mentora, kogoś kto jest już po kilku mowach i który ci pomoże w tej niełatwej,
ale bardzo ciekawej drodze.
Na każdym spotkaniu jest kilka ról do obsadzenia, trudnych i łatwych. Polecam aktywność od początku i zgłaszanie się
do pełnienia tych ról.
Są to m.in.:
Toastmaster wieczoru – taki gospodarz spotkania
Główny oceniający
Chronometrażysta – pilnuje czasu przerw, mów i ogólnie całej agendy spotkania
Gramatyk – pilnuje poprawności używanego języka
Kontroler płynności – chyba najłatwiejsza rola na początek, wyłapywanie tych przecinków typu " yyy, eeee itd." za pomocą dźwięku wydawanego np. przez cymbałki:) 
Ha ha.. mega ubaw, ale tylko dla pełniącego tę rolę, a nie mówiącego 🙂
Dodatkowo są różne urozmaicenia jak np. Konkurs Gorących Pytań czy Słowo dnia (zadanie przypadające Gramatykowi).
Najlepsze jest to, że wszystko cię rozwija jako mówcę. Daje ci śmiałość przy występowaniu publicznym.
Nawet bycie Chronometrażystą obliguje cię do wystąpienia na końcu spotkania i złożenia przed uczestnikami raportu.
Bycie Gramatykiem zmusza cię do przygotowania tzw. Słowa dnia, oznajmienie wszystkim jakie to słowo, opisanie go uczestnikom, a następnie zliczanie, ile razy zostało wypowiedziane i przez kogo w czasie wieczoru Toastmasters.
Na koniec jeszcze wręczasz nagrodę (którą też musisz "ufundować") osobie, której się udało wypowiedzieć z sensem Słowo dnia. Wtedy jest ubaw, bo nagrody są tanie i śmieszne.
Przygotowanie Konkursu Gorących Pytań to również praca do wykonania przed spotkaniem oraz zadbanie o prezent
dla zwycięzcy.
Ma być śmiesznie i spontanicznie. Pytania mają zaskakiwać startujących w konkursie i pobudzać ich kreatywność. Przygotowujesz więc kilka zestawów i zapraszasz śmiałków do konkursu.

Materiały dla kursantów

Jak już poćwiczysz sobie podczas kilku pierwszych spotkań jako taką swobodę i poczujesz się w klubie Toastmasters
jak w domu, nadejdzie pora na pierwsze poważne wyjście ze strefy komfortu.
Jest to twoja pierwsza mowa zwana "Przełamanie lodów – powiedz coś o sobie" czyli tzw. Ice Breaker. 
Trwa ona od 4 do 6 minut. Po 4 minutach dostajesz pierwszy sygnał od Chronometrażysty (pokaże kartkę zieloną),
po 5 zobaczysz kartkę żółtą (to znak, że musisz się sprężać), po 6 minutach czerwoną – znak, że przekroczyłeś czas.
Ułóż więc mowę ciekawą i mieszczącą się w czasie, niech członkowie klubu poznają cię lepiej.
Poćwicz w domu, nagraj się i wysłuchaj. Zobacz czy się nie jąkasz, jak się poruszasz, czy mieścisz się w czasie.
Wszystko będzie oceniane.
Ja dosyć szybko wystąpiłem ze swoją mową Ice Breaker. Niestety po niej się trochę zatrzymałem. Chodziłem na spotkania
w kratkę i czasem wpadałem w ostatniej chwili, prosto z delegacji.
Nie mniej jednak oceniam to jako fantastyczną przygodę, wyjście ze strefy komfortu, nowe znajomości i umiejętności.
Mówienie płynne, wyraźne – słowem dobra komunikacja jest podstawą w zawodzie handlowca.
Wszystkim początkującym jak i tym, którzy opuścili ten etap nauki sprzedawcom polecam zapisanie się do lokalnego klubu Toastmaster lub inną formę nauki tej ważnej umiejętności.
Na zakończenie możesz sobie pobrać TUTAJ jako ciekawostkę moją Mowę Przełamująca lody: Ice Breaker
Być może będzie dla ciebie pomocna, jeśli kiedykolwiek zetkniesz się z klubem mówców.
Powodzenia!


Tags


You may also like

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}
>